Chitwan – Safari w Nepalu

Jak już wiesz Nepal rozkochał mnie w sobie, ale nie spodziewałam się że Chitwan będzie tak urzekającą krainą, odległą widokiem od górzystych terenów kraju. Spędziliśmy tam najbardziej intensywne dwa dni podczas wycieczki.

Przejazd z Pokhara do Chitwan w zasadzie długo nie trwał, bo niespełna 3 godziny, które w zasadzie przespałam. Aviomarin skończył mi się w Pokharze, a jak pamiętasz drogi są dość kręte w Nepalu, dlatego też zaopatrzyłam się w kolejne tabletki, które okazały się jeszcze mocniejsze. Po szybciutkiej przeprawie dotarliśmy do Narodowego Parku Chitwan, w którym jest wiele miejsc noclegowych.

Jungle Wildlife Camp

My ulokowani byliśmy w jednym z nich, w Jungle Wildlife Camp w Shauraha, a widok z jadalni naprawdę wskazywało na junglę. Piękne miejsce, choć pokoje noclegowe prócz widoków nie urzekł nas. Nie narzekaliśmy jednak, bo byliśmy w końcu na safari i najważniejsze że z tygrysami nie spaliśmy 🙂 Po krótkiej drzemce po przyjeździe (cóż tabletki naprawdę zrobiły swoje) postanowiliśmy skorzystać z jadalni, by zjeść pyszne wegetariańskie danie i wypić szklaneczkę whisky przywiezionej przez naszego kolegę Krzysia z Indii. Delektowaliśmy się w ten sposób widokiem zza tarasu jadalnego.

Rāptī Nadī (rzeka) w Sauraha
Rāptī Nadī (rzeka) w Sauraha

Słońce tego dnia nie dokuczało tak mocno, dzięki czemu spokojnie mogliśmy podziwiać piękne widoki i przejść się po mieście w poszukiwaniu luźnych spodenek dla mnie, które kupiłam za 400 NPR (w przybliżeniu 15 zł, a jeszcze się targowałam 😀 ). Spacer po mieście był bardzo ciekawy, zwłaszcza że co krok widziałam słonie. Jak w Polsce widzi się konie, tak tutaj normą było zobaczenie słonika, na którym siedział zazwyczaj jego właściciel. I tutaj muszę przyznać, że ten widok był naprawdę fajny. Słonie wyglądały na zadbane i którymi ludzi się należycie opiekują. Nie odczuwałam ani przez chwilę, by krzywda im się działa. Co nadało temu miejscu wyłącznie pozytywnego uroku.

Kąpiel słoni
Kąpiel słoni

Spacer w Jungli

Po godzinie 16, kiedy już słońce było znośniejsze, wraz z przewodnikiem poszliśmy na spacer w poszukiwaniu nieznanych nam dotąd gatunków ptaków. Po przechadzce wzdłuż miasteczka, mijając sklepiki z pamiątkami, dotarliśmy do rozrywkowego miejsca w wieloma knajpkami. Jednakże naszym celem był dalszy spacer wzdłuż rzeki. Nasz przewodnik okazał się być zapalonym geografem, który potrafił wypatrzeć z kilometrów nosorożca. Ale okazało się to też nie potrzebne, gdyż malutki nosorożec spacerował sobie w zasadzie obok nas.

Nosorożec na spacerze
Nosorożec na spacerze
Widok z lornetki na nosorożca
Widok z lornetki na nosorożca

Dalszy spacer był poszukiwaniem okazów ptaków, które są dla nas bardzo egzotyczne. Nie łatwo było je wypatrzeć wśród pięknej zieleni i zachodzącego słońca, ale te które udało nam się wypatrzeć, faktycznie zachwycały kolorami. Sfotografować się jednak nie dały 🙂 Spacer był wielką frajdą dla mnie, zwłaszcza że bardzo tęskniłam za naturą będąc w Indiach. Piękne miasta to jednak było dla mnie za mało. Chciałam zobaczyć słoniki, wodę, zieleń i dziką, nieokiełznaną naturę. Udało się! Spacer zakończyliśmy wspaniałym zachodem słońca nad rzeką Rapti. Tak zakończyliśmy nasz spacer, po którym zjedliśmy pyszną kolację, by nabrać sił na kolejny dzień pełen przygód w Parku Narodowym Chitwan.

Zachód słońca nad Rapti
Zachód słońca nad Rapti

 

 

 

A jeśli chcesz tanio podróżować, jak ja ściągnij poradni “Tanie podróżowanie Kreatywnych Podróży”, a dowiesz się jak zaoszczędzić chociażby na lotach.Tanie podróże - Mini Poradnik