Jak zwiedziłam Istanbuł… za darmo?

Jak zwiedziałam Istanbuł? Istnieje dzisiaj tak wiele programów, które wysyłają w podróże, by poznawać kulturę, czerpać z dobrych praktyk, że czasami już nie wiadomo, gdzie aplikować i gdzie jechać, i z czego korzystać… by nie tylko zwiedzić, ale również przywieźć dobre praktyki do Polski, by je realizować na miejscu.

Istanbuł – jak tu nie przyjechać?

Ja w swoim życiu skorzystałam z wielu takich projektów, a jednym z nich był na pewno Erasmus+. W 2007 roku wyjechałam w ramach programu studenckiego, by studiować w Ludwigshafen (o czym kiedy indziej). Pracując na uczelni od 2010 do 2013 roku, przy realizacji projektu Akademia Młodych Noblistów dowiedziałam się o możliwości wymiany uczelnianej, między pracownikami uczelni wyższych… Mając już doświadczenie z Erasmusem, nie wiele myśląc skontaktowałam się z odpowiednią jednostką uczelnianą, namówiłam koleżankę i po rocznym oczekiwaniu na akcept… (no comment) byłyśmy w samolocie do Istanbułu, za który nic a nic nie zapłaciłyśmy (prócz własnych przyjemności).

Naturalnie, że nie była to wycieczka pod hasłem: zwiedzamy świat za darmo, a raczej: poznajemy działania i praktyki innych uczelni wyższych na świecie, które można przenieść na grunt polski. Fantastyczny tydzień z pracownikami, którzy pościli w ramach święta Ramadan, widząc ich działania, nabrałam jeszcze większej kreatywności, którą uważam, że Polska nieco zdusza. Anyway…

Miałyśmy zdecydowanie wiele czasu na zwiedzanie tego cudownego, orientalnego miejsca. Ja nie jestem w stanie Wam opisać, jak ogromne wrażenie wywarło na mnie to miasto. Ogrom, ilość ludzi, egzotyka, kultura, sprawiła, że absolutnie rozkochałam się w Turcji.

Wszelkie zabytki w mieście Istanbuł: Pałac Topkapi, Błękitny Meczet, Hagia Sofia, Yerebatan Sarami, Market z zapachami wszelkich egzotycznych przypraw, weekendowy wypad na Wyspy Książęce i… kąpiel z delfinami, nie miały sobie równych. Te historyczne budowle, przepełnione zdobieniami, a w oddali nawoływanie do modlitw, przeniosło mnie w inny wymiar rzeczywistości. Palenie sziszy wieczorkiem z Agnieszką i śpiewanie z właścicielem pobliskiego pubu, który na co dzień mieszka w Australii, dało odczuć nam, jak przyjazna jest ta kultura i jednak otwarta na turystów, którzy oprócz faktu zostawiania grubych pieniędzy w tym mieście, również z szacunkiem podchodzą do religii, odpowiednio ubierając się przed wejściem do poszczególnych, świętych miejsc dla wyznawców islamu.

W tym czasie, podczas Ramadanu, trwały również protesty na Placu Taskim, przeciwko rządom premiera Recepa Erdoğana, który w parku Gezi zaplanował budowę centrum handlowego. Media jednakże rozpisywały się, jakimi rewolucjonistami i wandalami, są protestujący. Wraz z moją dobrą koleżanką, mieszkającą w Istanbule (a którą poznałam podczas Erasmusa) postanowiłyśmy sprawdzić, na ile ma się to z rzeczywistością. I oniemiałam widząc tych “wandali” spokojnie siedzących przy parku w jednej linii, którzy wyłącznie używali głosu, jako narzędzi walki… w przeciwieństwie do nadciągających wojsk tureckich…. Także media zdecydowanie przekłamały, pokazując Erdogana, jako pozytywną postać… Po kilku latach, każdy kto miał jednak zobaczyć prawdziwą twarz tego człowieka… zobaczył, odkąd został prezydentem Turcji.

W każdym razie weekend po tylu emocjach, postanowiłyśmy spędzić wraz z moją koleżanką, na jednej z Wysp Książęcych. Spokój, brak samochodów, ludzie poruszający się wyłącznie bryczkami lub na koniach, sprawiły, że na moment oderwałam się od cywilizacji. Aż żal było wracać do rzeczywistości.

Także moi mili… Można zwiedzić wiele, nie wydając przesadnie dużo pieniędzy na ten cel. Warto wykorzystywać wszystkie możliwości finansowania, jakie są nam dane: od Erasmusa+ po wiele innych, w ramach różnych projektów… Jak tego dokonać? Napisz do mnie, a Ci podpowiem 😀